GO OUT 'N PLAY

two drifters off to see the world

BOHOL NA SKUTERZE

Wyspa Bohol to nasz drugi przystanek na Filipinach. Leży w centralnej części Archipelagu i jest bardzo często odwiedzana przez turystów, znajdują się na niej białe plaże, rafy, czekoladowe wzgórza, pola ryżowe, mahoniowy las oraz tropikalna dżungla.

Przypłynęliśmy tu promem z Cebu i zamieszkaliśmy w hostelu prowadzonym przez parę starszych Francuzów.

DSC03770

Przyjechali na Filipiny i otworzyli swój biznes, bo ich ojczyzna nie była dla nich zbyt przychylna i ledwo wiązali koniec z końcem. Christine była na oko 60-letnią kobietą, szaloną i niesamowicie rozrywkową, która we Francji prowadziła klub nocny. Ledwo znała język angielski, ale jej determinacja, by się z nami skomunikować była tak silna, że jakoś po części zgadując, co chce nam powiedzieć, i po części gestykulując udawało nam się porozumieć. Opowiadała nam o tym, że zna wielu polskich księży, bywała w Częstochowie i Krakowie, i że najlepsze imprezy są zawsze z polskimi księżmi. Jej mąż to raczej jej przeciwieństwo, cichy i zdystansowany. Na następne dwa dni pożyczył nam swój skuter i dzięki niemu zwiedzanie było dużo bardziej ekscytujące. Białas na skuterze nie jest tu zbyt częstym widokiem, bo często ludzie się do nas uśmiechali, a małe dzieci machały. W naszym hostelu poznaliśmy też trójkę chłopaków z Europy, jeden z nich, Axu, okazał się być byłym norweskim skoczkiem narciarskim. Bardzo lubi Wisłę i mówił, że Adam Małysz jest spoko. Poznał też naszego prezydenta, ale nie pamięta jak się nazywał. Axu Kokkonen pracuje teraz jako instruktor nurkowania, podróżuje i uprawia surfing.

DSC03914

Pierwszego dnia na wyspie postanowiliśmy rozejrzeć się po okolicy. W pobliżu naszego miasteczka znajdowała się jaskinia, do której można było wejść i się wykąpać. Wewnątrz latało całe mnóstwo ptaków podobnych do jaskółek, a w wodzie migotały małe kraby.

DSC03780

DSC03775

DSC03774

DSC03797

Po kąpieli wyszliśmy na zewnątrz i okazało się, że klucze od skutera znajdowały się w Grzesia spodenkach do pływania. Bardzo dziwnym trafem nie chciały tam pozostać, gdy Grzesio zażywał kąpieli. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie stała grupka lokalnych chłopaków i powiedzieliśmy im, co nam się przytrafiło. Pośmiali się trochę z białasów, po czym pomogli nam szukać przy brzegu. Zrezygnowani stwierdziliśmy, że raczej już tych kluczy nie znajdziemy i postanowiliśmy poszukać transportu do hotelu i wymyślaliśmy jak przyznamy się Francuzowi do tego, że już po godzinie jazdy udało nam się zgubić jego kluczyki. Nagle podeszła do nas dwójka chłopaków i zapytała czy mamy gogle do pływania. Po raz pierwszy chyba cieszyłam się, ze swojej manii wożenia ze sobą wszystkich niepotrzebnych rzeczy. Miałam w plecaku dwie pary okularków pływackich oraz latarkę. Po około pół godzinie zguba się znalazła! Klucze były na samym dnie, czyli na głębokości około czterech metrów zakopane w mule. Podziękowaliśmy naszym wybawcom pięknie i ruszyliśmy w drogę.

DSC03799

DSC03803

DSC03814

DSC03815

Objechaliśmy okolicę i na kolację wybraliśmy się na pobliską plażę, Alona Beach. Jest to główny deptak, knajpa na knajpie, więcej zaczepiaczy niż turystów. Każdy próbował nas wciągnąć do swojej restauracji. Stoliki znajdują się na plaży i ma to niby nadać jakiegoś uroku, ale zważywszy na to co się dzieje obok, ciężko jest się wczuć w tą atmosferę. Zaraz obok na rozstawionym materacu pani masażystka piłuje pięty jakiemuś turyście, psy się drapią i szczekają na gryzące pchły, przy stolikach ustawiają się w kolejce biedne dzieci z kubeczkiem i śpiewają fałszującym głosikiem “we wish you a merry christmas”, a ty w tym czasie próbujesz zjeść swoją rybę, która jest podana w całości razem z głową i wyszczerza na ciebie swoje ostre zęby (swoją drogą nie wiedziałam, że filipińskie ryby mają takie wielkie zęby). Szybko zjedliśmy, co się dało i co na nas nie spoglądało złowieszczo i zawinęliśmy się czym prędzej do naszego francuskiego hosteliku, po drodze minęliśmy jeszcze parę karaluszków, one chyba jako jedyne cenią sobie ilość i jakość tych wykwintnych restauracji.

Następnego dnia mieliśmy bardzo napięty grafik, wstaliśmy wczesnym rankiem i pojechaliśmy skuterem na czekoladowe wzgórza. Niestety wzgórza są czekoladowe tylko z nazwy i żadnej czekolady nam nie dali. Na szczęście widoki były na tyle ładne że jakoś przełknęliśmy tę niedogodność.

DSC03844

DSC03847

Na wyspie znajduje się około 1200 wzgórz mających kształt stożków i półkulistych pagórków stojących w grupach. Wzgórza pokryte są trawą, która brązowieje w czasie pory suchej i przypominać ma to czekoladę (yhm, jasne, tu mi tramwaj jedzie).

DSC03831

Kolejnym przystankiem był park najmniejszych małpek na świecie, czyli wyraków, tarsjuszy. Biedne to, takie małe, z wielkimi oczami. Park ten miał niby dbać o te maluchy, ale to co zobaczyliśmy, raczej z opieką niewiele miało wspólnego. Małpki prowadzą nocny tryb życia i w dzień powinny spać. Są przez pracowników parku nad ranem ściągane z drzew i usadzane, tak by turysta miał dobry zasięg i ładne focie strzelił na fejsa. Ludzie przechodzący obok robią tysiące zdjęć, ustawiają się w najdziwniejszych pozycjach, śmieją się, dzieci piszczą, a te wystraszone maluszki ciągle się budzą, otwierają co jakiś czas oczy i spoglądają smutno.

DSC03859

DSC03856

DSC03853

Wyjście, jak to zwykle w takich miejscach bywa, znajduje się przy sklepie z pamiątkami. A tam oczywiście setki gadżetów z małpką. Wygląda to tak, jakby te małpki biedne obdarli ze skóry i teraz sprzedają piórniczki, plecaczki i portfeliki.

DSC03866

Uciekliśmy z tego podejrzanego miejsca tak szybko jak się dało i wyruszyliśmy w drogę powrotną, która prowadziła przez pola ryżowe i po raz pierwszy zobaczyliśmy wodne bawoły w pracy. Minęliśmy też sztuczny mahoniowy las, czyli tysiące drzew posadzonych przez mieszkańców Boholu. Było to jak wejście do klimatyzowanego pomieszczenia, chłodnego i zaciemnionego.

DSC03824

Naszym ostatnim przystankiem miała być farma pszczół. Od dziewczyny pracującej w naszym hostelu dowiedzieliśmy się, że jest to restauracja, w której gotuje się z ekologicznych produktów uprawianych na pobliskich polach. Farma pszczół okazała się dużym kompleksem, w którym oprócz restauracji znajdował się mały hotel z basenem, wytwórnia organicznych kosmetyków, sklep z różnego rodzaju wyrobami ręcznej produkcji, lodziarnia z lodami domowej roboty oraz ule, szklarnie i poletka z ziołami. Pyszną kolację zjedliśmy na tarasie przy zachodzącym słońcu.

DSC03872

DSC03880

DSC03878

DSC03882

One comment on “BOHOL NA SKUTERZE

  1. Ania
    January 9, 2015

    A mi się bardzo podobają te czekoladowe wzgórza :)) Małpeczki faktycznie biedne, ale to chyba taka norma, tak jak i często w naszych zoo bywa … Kąpieli w jaskini zazdroszczę, fajny klimat 🙂 No i dobrze, że znaleźliście wybawców, choć pewnie jeśli poprosilibyście o uruchomienie skutera bez kluczyków też by sobie poradzili, tylko co by Francuz powiedział???

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on December 28, 2014 by in Filipiny and tagged , , , , .

Gdzie aktualnie jesteśmy?