GO OUT 'N PLAY

two drifters off to see the world

KROKODYLE, MOTYLE I TYLE

Edit: Tytuł wpisu wymyślony przez Grzesia, z czego jest bardzo dumny.

 

Chcieliśmy być sprytni. Po co jechać zatłoczonym vanem dla turystów (tak jak to miało miejsce w pierwszą stronę), jeśli możemy złapać duży lokalny bus, który też zawiezie nas do celu bez przesiadki, a do tego jest tańszy.

Pomysł wydawał się wyśmienity, tylko niestety nie wszystko wyszło tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Podróż trwała o dwie godziny dłużej, ponieważ autobus zatrzymywał się w każdej wsi i zbierał kolejnych pasażerów. Niektórzy z nich wieźli ze sobą wielkie wory z nie wiadomo czym i załadowanie ich do luku bagażowego było nie lada wyzwaniem dla kierowcy. Każdy przystanek przedłużał się w nieskończoność, ponieważ kierowca głowił się jak te wszystkie tobołki i bagaże zmieścić w autobusie.

DSC04198

Nasze siedzenia były ofoliowane w plastik, miedzy szyba a framuga okna była wielka dziura i chcąc nie chcąc mieliśmy dodatkową wentylację. Gdy bus w końcu został załadowany pasażerami po brzegi, szybko nasze nosy wyczuły, że niektórzy jadą z całą wałówką. Nasze polskie jajko na twardo przy filipińskich specjałach to naprawdę nic szczególnego. Mieszkańcy wysp podróżują obładowani różnym jedzeniem, a wśród tego znajdziemy wysmażone kurze łapki, uszy wieprzowe, boczek, ryby w sosie albo marynowane w occie, zgniłe przepiórcze jajka, które zawierają w środku zarodek ptaka. Przysmak ten spożywa się wraz z dzióbkiem, piórkami i kośćmi. W gorącym busie bez klimatyzacji nie było łatwo wysiedzieć w tych zapachach siedmiu godzin.

Podczas podróży odkryliśmy też, że ludzie nie kupują wody do picia w butelkach, tylko w woreczkach – ekologicznie i tanio.

DSC04201

Do Puerto Princessa przyjechaliśmy z zamiarem zrobienia kursu kitesurfingowego. Pierwszego dnia po przyjeździe wybraliśmy się do szkoły, którą wcześniej wyszukaliśmy, ale warunki pogodowe zmieniły nasze plany. Brak wiatru i odpływ skutecznie nas zniechęciły.

DSC04204

DSC04215

DSC04205

DSC04225

Zamiast pływać na kajcie, wynajęliśmy skuter i pojechaliśmy na rozpoznanie. Pojechaliśmy do portu i na promenadę, tam w 35-stopniowym upale przywitała nas ogromna choinka.

DSC04244

DSC04235

Pośpiewaliśmy sobie kolędy i pojechaliśmy do parku krokodyli, który należy do turystycznego “must-see” w tej okolicy. Była to po prostu hodowla,  krokodyle są w różnym wieku i siedzą w specjalnych wannach, można na nie sobie z daleka popatrzeć. Ogromne aligatory robią oczywiście największe wrażenie.

DSC04252

DSC04254

DSC04263

DSC04267

DSC04274

Przy wyjściu z parku znajdowała się mała kantyna, której menu bardzo nas rozbawiło, w szczególności gdy zwrócimy uwagę na nazwę parku – Crocodile Rescue Center.

DSC04282

Po krokodylach ruszyliśmy do parku motyli. Nad naszymi głowami latały całe chmary, różnych kolorowych owadów. Ja dla bezpieczeństwa postanowiłam pozostać w kasku. Niech mi się lepiej we włosy nic nie wplątuje.

DSC04300

DSC04293

DSC04285

DSC04286

W parku motyli był też wąż. Całkiem przyjazny. Chłopcy, którzy się nim opiekowali dawali mu buźki w pyszczek. Grzesio nie chciał dać wężowi buźki.

DSC04305

Ten dzień można nazwać dniem obcowania ze zwierzętami, ponieważ wieczorem czekało nas także polowanie na jaszczurkę, która zabłądziła i weszła nam do pokoju. Nie za bardzo gotowi byliśmy na spanie z jaszczurką nad głową, więc wspólnymi siłami próbowaliśmy ją złapać. Okazało się, że wcale nie jest tak łatwo upolować jaszczurkę, ale w końcu nam się udało przykryć ją koszem na śmieci. Rano wypuściliśmy ją na zewnątrz.

DSC04231

Następnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do Underground River, czyli do Parku Narodowego Rzeki Podziemnej. Wsiedliśmy na skuterek i po dwóch godzinach krętej drogi byliśmy na miejscu. Po drodze musieliśmy zatankować, tu benzyna sprzedawana jest w szklanych butelkach po CocaColi. Można sobie wybrać kolor benzynki, różowa albo zielona 🙂

DSC04094

DSC04311

Podziemna Rzeka została uznana jako jeden z nowych siedmiu cudów natury. Odwzorowano tu 24 km korytarzy jaskiń, sama rzeka osiąga długość ok. 8 km, w środku znajdują się liczne stalaktyty i stalagmity oraz inne formaty skalne. Jaskinia naprawdę robi wrażenie, niesamowicie ciemno, koło naszych głów przelatywały nietoperze, skraplająca woda kapała na nas cały czas (niewiadomo w sumie czy to woda czy siki nietoperzy, ale trzymajmy się pierwszej wersji). Tylko przewodnik nas wkurzał, który cały czas paplał bez sensu i nie dało się wczuć w klimat tego miejsca.

DSC04325

DSC04348

DSC04341

DSC04337

DSC04356

DSC04398

DSC04362

DSC04421

DSC04427

Powrót do miasteczka, z którego przypłynęliśmy łódką, postanowiliśmy przejść pieszo. Droga prowadziła przez dżunglę, a my przyjechaliśmy w japonkach i nie byliśmy pewni, czy takie obuwie nadaje się do tego spaceru. Pan przewodnik pokiwał głową, że klapek świetnie nadaje się do chodzenia po lesie. Najwyraźniej klapek na Filipinach to całkiem uniwersalne obuwie całoroczne i sprawdza się w każdej sytuacji. W końcu w klapku można budować drogi, wspinać się po skałach albo pracować na polach ryżowych, to dlaczego mielibyśmy nie chodzić po podmokłych, stromych terenach leśnych?

DSC04438

DSC04435

DSC04453

DSC04461

DSC04430

Po dwóch godzinach ślizgania się doszliśmy do plaży i natychmiast poszliśmy wymyć nasze stópki w ciepłej wodzie szczęśliwi, że żadne pijawki się do nas nie przyczepiły.

DSC04480

Wieczorem wróciliśmy do Puerto, do cywilizacji i na kolację wybraliśmy się do jedynego w mieście nowoczesnego centrum handlowego. Budynek wygląda z zewnątrz jakby wylądował tu statek kosmiczny wśród wszystkich rozwalających się domków, braku chodników i asfaltowych dróg. Krok dalej umorusane dzieciaki bawią się na ulicy, psy szczekają, a koguty pieją. Przy wejściu do budynku stoją strażnicy z bronią, trzeba pokazać zawartość wnoszonych toreb i plecaków. Dzieje się tak, ponieważ na Filipinach posiadanie broni i używanie jej w celach niekoniecznie zgodnych z prawem jest całkiem powszechne. Centrum handlowe nie wyróżnia się szczególnie, ale dla nas to było bezpieczne, znajome miejsce, w którym można zjeść przewidywalną w smaku potrawę z lokalnego fastfooda, można wypić dobrą kawę i zjeść ciastko w klimatyzowanym pomieszczeniu. Brzmi to śmiesznie, bo na co dzień nie cierpimy galerii handlowych, ale tu poczuliśmy się jak w domu.

DSC04203

W jednym ze sklepów zwróciliśmy uwagę na ilość obsługi w stosunku do klientów. Przy każdym najmniejszym regale stało po trzech ekspedientów, natomiast w całym sklepie było może z dziesięć kupujących. Obsługa uśmiechnięta i chętna do pomocy, schody zaczęły się przy płaceniu. Na szkolenie pracowników najwyraźniej postanowiono zaoszczędzić, ponieważ gdy jedna pani turystka chciała skorzystać z karty płatniczej, przez pół godziny trwała blokada kasy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on February 2, 2015 by in Filipiny and tagged , , , , .

Gdzie aktualnie jesteśmy?