GO OUT 'N PLAY

two drifters off to see the world

TARASY RYŻOWE W BANAUE

Ostatnim miejscem na Filipinach, które bardzo chcieliśmy odwiedzić były tarasy ryżowe znajdujące się 300 km od Manili. Wyruszyliśmy na lotnisko wczesnym rankiem, podczas lotu filipińskimi liniami stewardessy organizowały konkursy świąteczne. Śpiewały przez mikrofon kolędy i ta osoba, która pierwsza zgadła tytuł piosenki, dostawała jakiś firmowy gadżet. Zastanawialiśmy się, czy w następnej kolejności zaczniemy bawić się może w berka albo w chowanego.

Do Manili dojechaliśmy całkiem wcześnie, specjalnie przebukowaliśmy bilety na poranny lot, by mieć pewność że zdążymy na nocny autobus, który odjeżdżał dopiero o godz. 21. Mieliśmy sporo czasu, więc zbunkrowaliśmy się w jednej z knajpek na lotnisku. O godzinie 18 postanowiliśmy, że czas powoli ruszać, trzy godziny to wystarczająco dużo czasu, by zdążyć na nasz dworzec autobusowy. Wyszliśmy na zewnątrz i zaczęliśmy rozglądać się za taksówką. Manilskie taksówki oznaczone są dwoma kolorami. Żółte taksówki to takie zwyczajne z taksometrem, natomiast białe jadą za określoną, wcześniej ustaloną z taksówkarzem stawkę. Kolejki do jednych i drugich taksówek ciągnęły się w nieskończoność. Ponadto żadne wolne taksówki nie podjeżdżały. Po kilkunastu minutach czekania zrezygnowaliśmy i postanowiliśmy przejść na autobus. Tam też była kolejka, ale mniejsza. Staliśmy tak pół godziny i w tym czasie ulica wyjazdowa tak się zakorkowała, że żaden samochód nie podjechał nawet o metr do przodu. Autobusu oczywiście też nie było widać. Poczuliśmy się jak Tom Hanks w filmie Terminal, uwięzieni na lotnisku. W końcu decyzja zapadła, że idziemy na piechotę. Bateria w telefonie się rozładowała, więc polegaliśmy tylko na mini mapce otrzymaną w informacji. Chcieliśmy najpierw przedostać się do jakiejkolwiek ulicy, po której samochody jeżdżą, a nie stoją. Gdy już byliśmy poza lotniskiem, złapaliśmy trycykl i pojechaliśmy na przystanek metra. Załadowaliśmy z trudem nasze wszystkie bagaże do małego pojazdu, kierowca przeciskał się pomiędzy samochodami stojącymi w korku, kluczył wąskimi, ciemnymi uliczkami, cisnął pod prąd główną ulicą, a my w tym czasie trzymaliśmy nogami i rękami walizki i w głowach przewijały nam się najczarniejsze scenariusze jak ta jazda może się zakończyć. W końcu dojechaliśmy do stacji metra, tam w wielkim tłumie ruszyliśmy na peron, po drodze zaskoczyła nas jeszcze kontrola. Kazano nam otworzyć nasze bagaże i sprawdzano, czy aby bomby albo broni nie wieziemy. Ja wyjęłam tylko prawego buta a Grześ pokazał, że u niego wszystko miękkie: “everything soft”. Wsiadanie do SKMki w Sopocie po sobotniej imprezie to żaden wyczyn w porównaniu jak w Manili trzeba walczyć, by dostać się do metra. Rozpychanie, napieranie i wciskanie. Lata praktyki przy wsiadaniu do trójmiejskiego transportu publicznego niezmiernie przydało nam się w tej chwili. W metrze nie dało się ruszyć ani ręka ani noga, oddychać też było ciężko, ale dojechaliśmy na docelową stację. Tam znów złapaliśmy trycykl i 10 minut przed 21:00 byliśmy na dworcu autobusowym.

Po takiej przygodzie buzie nam się uśmiechały od ucha do ucha, koło nas stała para backpackersów, przedstawiliśmy się i okazało się, ze chłopak jest ze Szwajcarii i mieszka w Schaffhausen. Co więcej, pracował przez parę lat w Unileverze, ale w miejscowości obok Schaffi i zna Lizzy, koleżankę Grzesia, która przeniosła się z tamtego oddziału do tego, w którym pracuje Grześ. W takich sytuacjach świat naprawdę wydaje się mały.

DSC0449123

Do Banaue przyjechaliśmy nad ranem niespecjalnie wyspani, ponieważ jazda autobusem nie była zbyt komfortowa. Filipińskie drogi są pełne dziur, nasz bus trząsł się cały, hamował i przyspieszał na zmianę. Pierwszą rzecz jaką można było zrobić po takiej podróży, to pójść na śniadanie. Pyszne naleśniki, gorąca kawa i widok z tarasu wynagrodził nam całe zmęczenie. Mieszkańcy Banaue przywitali nas tu czerwonymi, wampirzymi uśmiechami, a to za sprawą MOMY. Jest to mieszanka tytoniu, orzecha i liścia betelu oraz limonki, którą się żuje, a potem wypluwa. Drogi zaplute są więc na czerwono, a ludzie wyszczerzają wszędzie czerwone zęby.

DSC04508

Znajdowaliśmy się na wysokości 1500 m n.p.m. Wokół nas wszędzie zielone góry i pagórki, a na ich zboczach rozciągały się tarasy ryżowe. Nie chcieliśmy tracić czasu dlatego tego samego dnia pojechaliśmy jeepneyem zwiedzać okolicę. Gdzie tylko nie spojrzeć, widoki zapierające dech w piersiach.

DSC04529

DSC04511

DSC04522

DSC04526

DSC04563

DSC04572

DSC04690

DSC04580

DSC04614

DSC04629

DSC04623

DSC04646

DSC04704

DSC04652

Nasza przewodniczka Grace szczegółowo opowiadała nam o uprawie ryżu. Tarasy zostały wybudowane ok. 2000 lat temu prawdopodobnie przy użyciu tylko pracy rąk człowieka. Tarasy wybudowano tak, by były zasilane wodą poprzez system irygacyjny ze znajdujących się powyżej lasów deszczowych. Obecnie uprawia się tu ryż tak samo jak setki lat temu. Nie pomagają tu nawet ludziom bawoły wodne, ponieważ poletka osadzone są na stromych zboczach i zwierzęta spadłyby w dół. Do dziś tarasy przetrwały w swej pierwotnej postaci, rzadko zdarza się, że jakieś pole trzeba naprawić, bo ziemia się osunęła. Praca, która została tu wykonana, by zbudować coś tak pięknego i funkcjonalnego jest naprawdę imponująca. Tu plony otrzymuje się tylko raz do roku, podczas gdy na innych polach położonych w cieplejszy rejonach można uprawiać ryż nawet 3-4 razy w roku. Ryż z Banaue jest w pełni organiczny, nie używają sztucznych nawozów i prawie wszystko idzie na eksport, głównie do Stanów. Uprawia się tu ryż brązowy, czerwony i biały.

DSC04554

Pojechaliśmy też do Hapao, pobliskiej miejscowości i tam też objechaliśmy wszystkie punkty widokowe. W drodze powrotnej wszyscy byliśmy wykończeni i czekaliśmy już na gorącą herbatę i ciepłe łóżko.

DSC04609

Kolejny dzień rozpoczął się wczesną pobudką, ponieważ byliśmy umówieni z kuzynem Grace, Darwinem na trekking. Pogoda nas nie rozpieszczała, ale my się nie poddawaliśmy, bo bardzo chcieliśmy przejść się po lesie i wejść na pola ryżowe. Po godzinie byliśmy już cali mokrzy, choć do tarasów jeszcze nie doszliśmy. Mijaliśmy wiejskie domki, w których mieszkały całe rodziny. Darwin powiedział, że ludzie mają całe gromadki pod jednym dachem, posiadanie dziesięcioro dzieci jest normą. Wszyscy mieszkają w chatkach, z pasami i kurami u boku. Drogę przebiegały nam dzikie świnie, taplaliśmy się w błocie i skakaliśmy po kamieniach.

DSC04658

DSC04665

DSC04676

W drodze Darwin zapytał nas czy mamy lęk wysokości, gdy weszliśmy na pola ryżowe zrozumieliśmy, dlaczego o to zapytał. Każde poletko ogrodzone jest kamieniami i żeby przejść z jednej strony na drugą, trzeba iść po kamieniach przy samej krawędzi. Ścieżka jest śliska, kamienie miejscami ruszają się, wokół nas wszędzie niesamowita przestrzeń, a my w pełnym skupieniu pokonywaliśmy pole za polem, a w głowie tylko myśl “daleko jeszcze?”

DSC04728

DSC04720

DSC04731

DSC04733

DSC04743

DSC04773

DSC04753

Darwin przeskakiwał z  kamienia na kamień jak kozica, a my jak babcia i dziadek ledwo za nim nadążaliśmy. Rolnicy pracujący na polach spacerują po tych kamieniach na boso albo w japonkach (kolejny przykład na to, że klapek to uniwersalne obuwie).

W Banaue żegnaliśmy się już z Filipinami. Wróciliśmy do Manili, a tam od razu na lotnisko i lot do Bangkoku. Na mnie ten kraj zrobił niesamowite wrażenie, jeden z najbiedniejszych na świecie, a mieszkańcy uśmiechnięci, pomocni i życzliwi. Nieprzyzwyczajeni do tak ekstremalnej uprzejmości czuliśmy się często po prostu zażenowani. Tutaj dopiero poczułam po raz pierwszy podczas naszej podróży, że wychodzę ze swojej strefy komfortu, poznaję i otwieram się na nowe rzeczy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on February 6, 2015 by in Filipiny and tagged , , , , .

Gdzie aktualnie jesteśmy?