GO OUT 'N PLAY

two drifters off to see the world

KRABI & KO LANTA

Z Gabi, Antonio i Mayą spotkaliśmy się na lotnisku w Bangkoku. Wszyscy byliśmy w podobnym stanie. Oni niewyspani po 11-godzinnym locie a my lekko “wczorajsi” po imprezowej nocy z Przemem i Dagą.

Wsiedliśmy razem w kolejny samolot i po dwóch godzinach i krótkiej drzemce znaleźliśmy się na wyspie Krabi. Stamtąd szalenie szybką łódka dopłynęliśmy na półwysep Railey. Na miejscu okazało się, że nasze dotychczasowe warunki mieszkalne zostały zdecydowanie zapgrejdowane. Duży hotel z basenem, codziennie czysta pościel, miła obsługa i pyszne śniadania. Moj organizm natychmiast wyczuł te wygody i postanowił się rozchorować. Tak jakby czekał na odpowiedni moment, wcześniej nie wypadało być chorym, było zimno, nie było wygodnego łóżka, kiepskie jedzenie. W końcu moje baterie się wyczerpały i gdy tylko znaleźliśmy się znów w bezpiecznym miejscu, mój organizm powiedział STOP.

DSC04832

DSC04843

DSC04845DSC04855

Dałam się jeszcze namówić na wypad kajakowy, ale wkrótce potem przybiłam się do łóżka. Na kajakach Gabi miała okazję obcować z naturą zdecydowanie bliżej niż inni. Gdy przepływaliśmy obok niskich drzew, jedna z małp przypatrywała się nam uważnie. Gdy tylko wypatrzyła w kieszeni u Gabi wafelki dla Mai, postanowiła je sobie przywłaszczyć wskakując na kajak i na Gabi. W tym czasie Maya zaczęła krzyczeć przeraźliwie przestraszona, tak, że prawie wyskoczyła z kajaku. Po takiej przygodzie adrenalina w rodzinie Dasilva się wszystkim trochę podniosła 🙂

DSC04895

DSC04907

DSC04916

DSC04963

Moje odpoczywanie w ładnym hotelu niestety nie trwało długo. Mieliśmy w planie wybrać się też na Ko Lantę, by spotkać się z Justyną. Dwa dni później, z gorączką i na różnych prochach chwiejąc się lekko wsiadłam na prom, by spotkać się z koleżanką. Nie często zdarza się taka okazja, by spotkać się z kumpelą z liceum na drugim końcu świata. Dojechaliśmy na miejsce, Grześ wybrał się tego wieczoru na zawody tajskiego boksu, a my siedziałyśmy w barze z wielkim zapasem chusteczek i paplałyśmy cały wieczór. Justyna fanka karaoke, nie mogła odmówić sobie występów. Kolejnego dnia mieliśmy w planie wspólne nurkowanie albo snorkeling, ale nie dość że mi się za bardzo nie poprawiło, to jeszcze Grześ się rozłożył na całego i nie był w stanie się podnieść z łóżka. Ja z Justyną pokręciłyśmy się po okolicy na skuterze, spacerowałyśmy po nadbrzeżu, a wieczorem pojechałyśmy razem do baru, który znajdował się tuż przy plaży. Justyna pokazała mi trochę kawałek swojego wyspiarskiego życia, poznałam jej zakręconych nurkujących znajomych, wszystkie pikantne ploteczki i zawiłości damsko-męskie. Pomimo tego naszego niefortunnego chorowania strasznie się cieszę, że udało nam się spotkać i spędzić razem czas.

DSC04944

Następnego dnia pakowaliśmy się i ruszaliśmy z powrotem na Krabi, na lotnisko. Wieczorem czekał nas lot na północ Tajlandii, do Chiang Mai.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on February 10, 2015 by in Tajlandia and tagged , , , .

Gdzie aktualnie jesteśmy?