GO OUT 'N PLAY

two drifters off to see the world

ZŁE KANAPKI W CHIANG MAI

W Chiang Mai choróbsko jeszcze nie odpuszczało, więc wybrałam się nawet do szpitala, by zrobić sobie badania na obecność dengi. Byłam pod dużym wrażeniem jak sprawnie zostałam obsłużona przez tajską służbę zdrowia. Nie miałam żadnego dokumentu ze sobą – Grześ wziął swój paszport zamiast mojego, więc na słowo honoru uwierzyli w moje dane osobowe. W holu kłębiło się dużo osób, ale wszyscy byli bardzo szybko przyjmowani i nikt nie musiał czekać. Najpierw wizyta u lekarza, pytanie po co tu jestem i sprawdzanie symptomów, następnie badania krwi w laboratorium, po godzinie mogłam już iść z wynikami do tego samego lekarza, co na początku, wypisanie recepty, wykupienie leków w szpitalnej aptece i do domu. Dostałam nowe kolorowe tableteczki i postanowiłam, że po takim serwisie to ja już na pewno będę zdrowa. Po dwóch dniach wygrzebałam się i poszliśmy razem na spacer po mieście odwiedzając okoliczne świątynie.

Kult  króla w Tajlandii jest widoczny na każdej ulicy, pod każdą świątynią oraz przed każdym urzędem znajdują się ołtarzyki z wizerunkiem monarchy. Osoba króla jest porównywana do świętego, za obrażanie jego osoby grozi więzienie. Turysta powinien wiedzieć, że nie wypada przydeptać banknotu, na którym widnieje jego twarz, a płacąc lepiej jest wręczyć banknot z buźką króla do góry. Bhumibol Adulyadej ma 87 lat, jest jednym z najdłużej sprawujących władzę monarchów, choruje od kilku lat na szereg schorzeń, dlatego nie dziwią nikogo spekulacje, co się wydarzy, gdy król umrze. Ogólnokrajowa histeria? Żałoba narodowa trwająca miesiące? Choć na pierwszy rzut oka Tajlandia wydaje się krajem wysoko rozwiniętym i pędzącym gospodarczo do przodu, to aktualnie nie do końca prawda, ponieważ niedawno została uznana przez Bank Światowy za najwolniej rozwijający się kraj w Azji Południowo-Wschodniej i pozostanie nim do roku 2016. W zeszłym roku podczas zamachu stanu władza wojskowa objęła rządy i choć z perspektywy turysty jakiejkolwiek niedogodności nie da się odczuć, atmosfera strachu panuje wśród społeczeństwa. Amnesty International informuje o zatrzymaniach, represjach, torturach, naruszeniach praw człowieka i niesprawiedliwych procesach sądowych. Wprowadzono takie absurdy, jak np. zakaz spożywania kanapki w miejscu publicznym, a to za sprawą zorganizowanego przez studentów pikniku przeciwko zamachowi stanu dzieląc się kanapkami z policją. Nie wolno też salutować trzema palcami (zapożyczony gest z książki Igrzyska Śmierci), znak ten został uznany za formę politycznego protestu. Jeśli wybierasz się do Tajlandii, lepiej zostaw Rok 1984 Orwella w domu, ponieważ za posiadanie i rozpowszechnianie tej książki grozi areszt. Zabronione też zostały zgromadzenia polityczne więcej niż pięciu osób (całe szczęście, że nas była akurat piątka).

W Chiang Mai pierwsze dni minęły nam na rozkoszowaniu się tajską kuchnią oraz spokojnym zwiedzaniu świątyń, parków i wodospadów. Odwiedziliśmy też owadzi park zoologiczny i wąchaliśmy orchidee w ogrodzie botanicznym.

DSC05705

DSC05710

DSC05749

DSC05773

DSC05768

IMG_2876

DSC05198

IMG_2909

 

DSC05096

DSC05081DSC05075DSC05111

Odwiedziliśmy też jedną z najbardziej znanych świątyń buddyjskich w Tajlandii, Wat Phra That Doi Suthep. Przyjechaliśmy tam wieczorem tuż przed zachodem słońca. Wszędzie roznosi się zapach kadzideł, przy każdym posągu Buddy tlą się świece i leżą kwiaty. Świątynia jest cała w kolorze złota i gdy słońce zachodzi, można zobaczyć, jak nagle wszystko zaczyna błyszczeć i mienić się.

DSC05133

DSC05135

DSC05176

DSC05175

Choć Tajlandia w okolicach Bożego Narodzenia jest najbardziej oblegana przez turystów, po kilku próbach udało nam się na jeden dzień wypożyczyć samochód. Pojechaliśmy do Parku Narodowego Doi Inthanon, w którym znajduje się najwyższy szczyt Tajlandii (2565m). Tam zrobiliśmy mały trekking po lesie. Podczas jazdy samochodem mijaliśmy dziwnie poubieranych ludzi w czapkach i ciepłych, zimowych kurtkach. Temperatura w ciągu dnia wynosiła ok. 25 stopni, ale nad ranem bywa tu bardzo zimno. Tajowie, którzy nigdy śniegu nie widzieli, ubierają ciepłe czapki i fotografują się z tablicą widoczną na poniższym zdjęciu.

DSC05196

DSC05202

DSC05215

DSC05221

DSC05244

DSC05228

DSC05254

DSC05273

DSC05284

W Wigilię wybraliśmy się do szkoły gotowania tajskich potraw. Pierwszym przystankiem był rynek, na którym wybieraliśmy warzywa i zioła. Wieczór minął nam na obieraniu, krojeniu, ucieraniu, ubijaniu, mieszaniu i na przypalaniu potraw (czyli prawie tak samo jak podczas tradycyjnej wigilii w domu).

DSC05002

DSC05022

DSC05011

DSC05034

DSC05041

DSC05043

DSC05045

Po powrocie do hotelu zadzwoniliśmy do naszych bliskich i była to do tej pory najtrudniejsza chwila naszego podróżowania. Widok całej rodziny przez Skype, piękna choinka w tle, wszyscy odświętnie ubrani, a my jesteśmy tak bardzo daleko i jedyne o czym w tej chwili marzymy, to znaleźć się na chwilę wśród roześmianych bliskich, wyściskać ich i ucałować. Święta poza domem sucks.

Ja, Grześ i Gabi zaliczyliśmy też w Chiang Mai white water rafting. Przygotowani byliśmy na lajtowe przepłyniecie się pontonem, ale okazało się, że chwilami było mocno przygodowo. Każdy miał na pokładzie swojego przewodnika, który mówił nam kiedy i jak mocno mamy wiosłować. Nikt nie wypadł do wody, wszystko było super przygotowane i bawiliśmy się przednio.

G0020051

G0020102

Po świętach odbywał się poranny przemarsz 10000 mnichów, którzy zgromadzeni wraz z mieszkańcami miasta uczestniczyli we wspólnych modlitwach. Każdy przyszedł obładowany paczkami z jedzeniem oraz kwiatami. Mnisi nie kupują swojego jedzenia, tylko są obdarowywani przez ludność. Nie ma tu w tej tradycji elementu jałmużny – jest to obopólny znak dawania i otrzymywania. Mnisi służą ludziom świeckim duchowo, a oni odwdzięczają się wspierając ich materialnie. Ja z Grzesiem też wstaliśmy o 5 rano, zakupiliśmy po drodze różne paczki z jedzeniem i koczowaliśmy wraz z innymi mieszkańcami Chiang Mai.

DSC05577

DSC05588

DSC05627

DSC05654

DSC05676

DSC05697

Ostatnie wspólne dni minęły nam na szwendaniu się po bazarze, odwiedzaniu różnych małych sklepików, korzystaniu z tajskich masaży i spa oraz na odpoczynku. Byliśmy też w parku słoni, ale o tym w następnym wpisie. W Sylwestra Gabi, Antonio i Maya wsiedli do samolotu w drogę powrotną do Dublina, a my udaliśmy się wieczorem na główną ulicę miasta, wypuściliśmy papierowy lampion żegnając rok 2014.

DSC05822

DSC05838

DSC05860

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Gdzie aktualnie jesteśmy?