GO OUT 'N PLAY

two drifters off to see the world

LUANG PRABANG

Pomimo, że kupiliśmy bilety na autobus w biurze turystycznym, mało brakowało, a znów wylądowalibyśmy na plastikowych krzesełkach. Okazało się, że nie wszyscy pasażerowie mają wpisany numer siedzenia i zaczęła się kłótnia, kto i gdzie siedzi. My też nie mieliśmy miejscówki. Ja byłam tak zmęczona po trekkingu, że zasnęłam po pięciu minutach i nawet krzyki w autobusie mnie nie obudziły. Później Grześ opowiadał mi, że był już gotowy awanturować się o nasze miejsca, gdyby ktoś próbował nas z nich wyrzucić. Do Luang Prabang dojechaliśmy nad ranem, kierowca tuk tuka, który nas wiózł, nie potrafił przeczytać nazwy naszego hotelu, którą pokazaliśmy na kartce. Później przekonaliśmy się w różnych sytuacjach, że w Laosie jest dużo więcej analfabetów. Stara stolica Laosu zaskoczyła nas pozytywnie swoim kolonialnym klimatem, architekturą i francuskimi knajpkami z pysznymi ciastkami i aromatyczną kawą. Typowo turystyczne miejsce, ale posiadające swój niezwykły klimat. Miasto położone w miejscu, gdzie dwie rzeki Mekong i Nam Khan łączą się ze sobą. Można godzinami szwendać się uliczkami, zaglądać do starych wnętrz, zajadać croissanty i przyglądać się licznym świątyniom. Trochę dalej poza centrum rozpoczynają się zwyczajne wiejskie tereny pełne pól ryżowych. Zauważyliśmy też sporo tartaków, wycinanie laoskiej dżungli jest na porządku dziennym, co chwilę można też zobaczyć sklepy z meblami, które sprzedawane są hurtowo do Chin. Ludzie z wiosek znajdujących się w dżungli zmuszani są do przeprowadzki do miast. Są to często bardzo smutne historie. Brak wykształcenia i trudności z przyzwyczajeniem się do miejskiego stylu życia sprawiają że ludzie często nie mogą odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

DSC06420

DSC06421

DSC06438

DSC06442

DSC06449

DSC06440

DSC06461

DSC06493

DSC06522

DSC06537

Mieszkaliśmy w kamienicy zagospodarowanej na guest house, właścicielka nie potrafiła rozmawiać po angielsku, codziennie rano sadzała nas na ławce przed wejściem, bez słowa stawiała przed nami skwierczące jajka prosto z patelni oraz duży kubek zielonej herbaty. Gdy przygotowywała dla nas śniadanie, pod nogami kręciły się jej dwa małe pieski.

DSC06490

Nasz hotelik znajdował się tuż przy największej świątyni i o 4 nad ranem bardzo dobrze słyszeliśmy jak mnisi rozpoczynają swoje modlitwy. Dzień rozpoczynali od walenia w bębny i śpiewania. Potem zapadała cisza na jakąś godzinę, akurat udawało nam się ponownie usnąć, a potem koło godziny 6 rano znów pobudka. Gdy słońce wschodziło rozpoczynała się codzienna procesja mnichów – Tak Bat. Przechodzili przez ulicę na boso trzymając na szyi swoje misy, do których ludzie wkładali jedzenie. Mnisi muszą zjeść wszystko do południa, potem nie wolno im nic spożywać aż do dnia następnego. Podczas obdarowania, ludzie siedzą na ulicy, tak by przypadkiem nie przewyższać przechodzących mnichów, nie wypada spoglądać na nich z góry i wystawiać stóp do przodu. Dorosły mężczyzna może zostać mnichem siedem razy w ciągu swojego życia, siedem razy może przyjść do wybranej przez siebie świątyni porzucając świeckie życie i zawsze zostanie przyjęty. Podjęcie takiej decyzji postrzegane jest jako coś wzniosłego, bardzo wielu mężczyzn ma za sobą kilka lat spędzonych w pomarańczowym habicie. Gdy wchodzą na ścieżkę wiary, to jest to powód do dumy zarówno dla nich jak i dla ich rodziny. Potem po jakimiś czasie zazwyczaj odchodzą, zakładają rodziny, zajmują się pracą i nie wracają. Jest to często jedyna edukacja jaką otrzymują w życiu, czas spędzony w pagodzie ma służyć modlitwie, rozwoju duchowemu i nauce. Mnisi trzymają bogaty zbiór książek przy swoich świątyniach,oprócz tego mogą korzystać też bezpłatnie z bibliotek w szkołach i uniwersytetach. Kobiety nie powinny spoufalać się z duchownymi, powinno unikać się siadania blisko mnichów, np. na przystankach lub w autobusach. Pytałam pewnego razu spotkanego chłopaka o medytację, czy nadal się ją praktykuje jako formę modlitwy, ale niestety niewiele potrafił mi na ten temat powiedzieć.

DSC06741

DSC06474

DSC06519

DSC06543

DSC06550

DSC06578

Podczas jazdy na rowerze po okolicy natknęliśmy się na coś, co prawdopodobnie było laoską wersją stacji kontroli pojazdów. Koniecznie musiałam zrobić tu kilka zdjęć – z dedykacją dla Taty.

DSC06562

DSC06564

DSC06565

Podczas gdy Grzesio wylegiwał się w hotelu, poszłam odwiedzić centrum na temat kultury i pochodzenia laoskich grup etnicznych (Traditional Arts and Ethnology Centre).  Wystawa jest niewielka, ale zebrane informacje są bardzo ciekawe. Można zobaczyć tradycyjne stroje poszczególnych grup etnicznych, przedmioty codziennego użytku, jak również informacje na temat obrzędów i rytuałów religijnych. Wzięłam też udział w warsztatach farbowania i tkania. Po kilku godzinach udało mi się nawet utkać małą szmatkę. Uczyłam się jakich roślin używa się do farbowania tkanin i ile czasu to trwa. Bardzo ciekawe doświadczenie.

DSC06614

DSC06596

DSC06604

DSC06605

DSC06635

Wieczorem wybraliśmy się razem na słuchanie laoskich baśni i legend. Opowieści pełne duchów, czarów i magicznej mocy. Ostatniego dnia w Luang Prabang wybraliśmy się na wycieczkę do znajdujących się w pobliżu wodospadów.

DSC06700

DSC06719

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on March 31, 2015 by in Laos and tagged , , , , , .

Gdzie aktualnie jesteśmy?